Tuesday, 11 October 2011

Versailles in Poland! Cracow, 10.10.2011

10 dzień października na zawsze pozosanie wyryty w mym sercu.

***
Dzień ten zaczął się bardzo niepozornie, zajęcia, przygotowania, ostatnie poprawki makijażu, podróż z Wiśnicza do Krakowa. Lekki stresik. Już na wstępie w autobusie spotkałyśmy parę, która wybierała się na koncert. O wspólnych siłach znaleźliśmy klub kwadrat, który wbrew pozorom był wiele mnejszy, niż sobie wyobrażałam. Dla mnie tłum, w porównaniu do innych ICH koncertów zaledwie garstka. Rzesza fanów trzymających w dłoniach przeważnie czerwone róże oczekiwała otwarcia bram.
***
Stąpałyśmy ku sali, w której miało odegrać się wszystko.
Parę rzędów od barierek znalazłysmy swoje miejsce, nie było to najlepsze położenie, a za razem i nie najgorsze. Robiło mi się słabo z duchoty, kręgosłup bolał od połowy dnia w biegu. Ostatnie chwile oczekiwań.


Duży ścisk, pogo, Kamijo i Hizaki niemalże na wyciągnięciu ręki. Dłonie w górę wraz z różami oraz ja, nie mogąca oderwać wzroku od swych idoli ciałem niemalże odlatująca z wrażenia, lecz duchem i siłą woli utrzymująca się na nogach. W książęcych butkach skacząc krzyczałam ile we mnie sił było, póki mi krtań nie odmówiła, po czym chwila odpoczynku i znów.
Ten widok nie mógł być prawdziwy, postacie w strojach wprost z wersalu z idealnie gładkimi, lalkowymi twarzami; perlisty pot mienił się na ich skroniach, co było jednym z tych widoków, przy którym zauroczenie przezwyciężało rozsądek, po czym dawało upust w dzikim wrzasku.
A jednak~!


Zdając sobie sprawę, iz zachowuję się niczym zwyczajny fangirl olewam to i pcham się ku przodowi, oby tylko sięgnąć.
Wyrazy twarzy oraz wyluzowanie świadczyły o tym, iż sami członkowie zespołu bawili się na tym koncercie. I wzruszenie. Nie wiem, czy ktokolwiek wpadł jeszcze na pomysł z różami - ta sprawa na tyle mnie zaintrygowała, że aż z tego wszystkiego mam zamiar skrupulatnie przejrzeć wszelkie źródła. Hm, najbardziej erotyczne przeżycie? Gdy basista polizał gitarę.


Ułamek sekundy ciszy oraz wrzawa. Jakże pięknie wypowiedziane kocham, w dodatku przez japończyka i to po polsku.
Z resztą nawet nie pamiętam już z tego wszystkiego, co mówił Hizaki ze sceny, w każdym bądź razie jego głos był uroczy.
Sięgałam po suknię Hizakiego, dotykałam jej, podawałam ręce Teru, łapałam Yukiego za nogi, gdy ten rzucił się w publikę.
Nie widziałam jeszcze, by pozwalali na aż takie rzeczy.

***

Zagrali nam trzy bisy! Nie chceliśmy pozwolić im na zejście ze sceny. Koniec końców, zabrzmiały ostatnie dźwięki gitar, basu, perkusji, głosu wokalisty.
Zdzorientowana stałam dalej przy barierce, jak to mi się udało wczesniej dostać i o mało nie wycisnęłam sobie flaków przez to. Zacieszając, a za razem umierając z pragnienia krzyczałam "mizu onegai!" do uśmiechających się japończyków technicznych.
Tak czy siak w końcu odeszłam, by usiąść, dać ciału odpocząć; w dłoni trzymałam kostkę Hizakiego, za kołnierzem sukienki spoczywał bezpiecznie liść ze sztucznej róży, którą rzucił Kamijo.
***
Ku uciesze wszystkich w zwyklejszych strojach członkowie zespołu usiedli po boku sali, gdzie każdy mógł im uścisnąc dłoń. Jakże zachwyceni wydawali się tym, że mówimy do nich proste, a za razem wdzięczne "arigato". Jakże zachwycona byłam ja, gdy na moje "arigato" Yuki odpowiedział mi polskim "dziękuję". Hizaki siedząc w butach na obcasie i kabaretkach wyglądał jak księżniczka, przez co miałam wielką ochotę go tak zatytuować, lecz to wszystko działo się zbyt szybko, by myśleć o czymkolwiek, niż ich dotyk, wdzięczny uśmiech i spojrzenie. Do tej pory przeżywam ten sen, nie pozwalając mi się skupić na niczym.
Jako zwykła, niepozorna garstka Polaków wypadliśmy naprawdę świetnie, zrobiliśmy wrażenie na nich, naprawdę. Ujęliśmy ich za serce różanym gestem oraz prostymi, japońskimi zwrotami.

Naprawdę pamiętliwym przeżyciem było spotkać kogoś, kogo inwencję twórczą w strojach oraz piosenkach się podziwiało. Jednakże na chwilę obecną stało się to prawdziwym uczuciem.

Bonus! Hizaki's pick and leaf from Kamijo's rose♥!

1 comment:

  1. Opisałaś to... wow. Nie znam zespołu, nie interesuje się Japonia ani niczym pochodnym, ale wow. Jakbym czytała opis dobrego seksu. Podziwiam za inwencje twórczą. Dobrze mieć pasje.
    Pozdrawiam
    ToXic

    ReplyDelete